(Myśl ta jest elementem wykładu z neurologii, a nie wrażeniologii reporterskiej).
9. W pierwszym mailu piszę poetce, że w ramach prezentu świąteczno-noworocznego rozsyłam wiersz o wychodzeniu z cienia kasztanów znajomym w Polsce i Czechach. Przyjemność – jak dawno zauważyła ludzkość – jest niewielka, jeśli się nią z kimś nie podzielimy.
Niektórzy z moich polskich znajomych byli nawet zdziwieni, że Czesi mają poezję metafizyczną. (Mają, od metra. Przecież im mniej Boga, tym większa potrzeba metafizyki!).
Reagowali gorąco. „Wiersz piękny” – pisali, bo są to inteligentni znajomi, wiedzą, że trzeba używać słów krótkich i prostych. „Martwy”, a nie „ten, który odszedł” albo „u kresu drogi”. (Ja to wiem od Juliana Barnesa, a on chyba od Gustawa Flauberta).
Viola (w pamiętniku) ucieszona, że 24 stycznia przyszedł „dwumetrowy mail” z reakcjami polskich czytelników na jej wiersz. W całości zacytowała list od „jakiegoś pana, z którym Mariusz już dość długo koresponduje, ale nie wie, kto to jest”. (Tak jej go zaprezentowałem, dziś „pamiętam”, że mógł to być młody nauczyciel ze Śląska, ale jak miał na nazwisko?).