Przypominam sobie scenę z innego filmu, w którym po zamku błąka się mężczyzna. Nagle trafia do sali, z której ilekroć chce wyjść, wpada na wybiegającą ze ściany kobietę, która upada przy schodach i zostaje ukłuta mieczem przez innego »ducha«, który biegnie za nią. Ta sekwencja powtarza się, ilekroć mężczyzna próbuje wyjść z sali na korytarz. Każdemu powtórzeniu towarzyszą niezwykłe wizje bohatera. Nie pamiętam, jak ta scena się kończy. Mam teraz podobne uczucie zapętlenia czasu, wpadnięcia w jakiś cudowny strumień świadomości. JAK PAN WIDZI, WIERSZ ZROBIŁ NA MNIE WRAŻENIE. PS Przeczytanie czegoś takiego w metrze musi być zaskakującym przeżyciem”.
Tyle czytelnik, cenny – jak się okazało – także dla niej.
10. Violu, właśnie coś zrozumiałem.
Dzięki Tobie – a właściwie dzięki temu, że nasze relacje z pierwszej rozmowy przez telefon tak się różnią – mam pomysł: będę pisał „pamiętam”.
Ten właśnie czasownik w pierwszej osobie liczby pojedynczej należałoby zawsze ujmować w cudzysłów. Byłoby to najuczciwsze wobec czytelników.
„Pamiętam”, że jak mieliśmy się zobaczyć pierwszy raz, wiosną, wyszłaś przed swój dom na osiedlu Barrandov w Pradze, żebym nie błądził, idąc od przystanku Plac Chaplina.