„Pamiętam”, że szukałaś zapalniczki i wypuszczając dym z ust, wyjaśniałaś, że wszystko od razu staje się przeszłością. Teraźniejszość nie istnieje.
„Pamiętam”, że powiedziałem, że mój tata nie może patrzeć na wskazówkę sekundnika, bo prędkość, z jaką ona biegnie, go przeraża.
„Pamiętam”, że mówiłaś, że nie jesteśmy w stanie zatrzymać żadnego tu i teraz. Ile ono trwa? Kilka sekund?
11. A więc po jednej stronie Hrabal, po drugiej Havel, ona z lodem w środku.
– Muszę ci to boleśnie sprostować – oznajmiła podczas pierwszego wspólnego wieczoru. – Po jednej stronie szedł Havel, ale po drugiej Honza Zábrana, wtedy poeta. Do Hrabala szliśmy w odwiedziny. Do tego jego skupu makulatury, gdzie swoją maszyną hydrauliczną prasował książki. Spotkaliśmy go na zapleśniałym podwórku, jak właśnie udeptywał papier.
Honza, czyli Jan Zábrana – później już znany tłumacz rosyjskiej i amerykańskiej poezji i prozy – potwierdza w swoim dzienniku: był sierpień 1958 roku, Viola niosła rożek lodów pistacjowych, już sobie nimi poplamiła śnieżnobiały – jak zawsze – sweterek, dawała im polizać na lewo i prawo, a on niósł Hrabalowi pierwsze czeskie wydanie Babla.