Nie ma
Mariusz Szczygieł — Literatura faktu

Metro w każdym kraju jest sceną i widownią zarazem. Lubię szybką zmianę obsady. Lubię poczucie, że ten sam aktor nigdy nie zagra dwa razy. Chyba że przez przypadek, ale wtedy są małe szanse, aby to zauważyć. Sztuka jest bowiem tak wieloobsadowa, a scena tak pojemna, że raczej nie uda się dostrzec ponownego wejścia tej samej postaci. Nikt nie gra roli głównej, żaden reżyser nie narzuca swojego gustu. To najbardziej demokratyczny teatr świata, ponieważ to widz decyduje, na kogo patrzy. Właściwie nie da się wysłuchać żadnej rozmowy do końca. Widz skazany jest na teatr nieskończony, w którym nie pada cała kwestia od dużej litery do kropki. Bardzo rzadko wybrzmiewają puenty. „Ruscy wykupili już całe Karlovy Vary, wyobraża pani sobie?”. „Ale ja się bardzo pilnuję” – odpowiada pani. Niestety, wejście nowych aktorów zmusza do pogodzenia się z uwiędnięciem dialogu. Można uznać, że to była właśnie puenta. Co więc oznaczała? Jak ją interpretować? Zadanie na przejazd do następnej stacji i nowego aktu.