Nie ma
Mariusz Szczygieł — Literatura faktu

W metrze mam wrażenie, że obcuję z materiałem literackim wymagającym jak awangardowa proza – dramaturg rozbudza moje oczekiwania, ale ich nie zaspokaja. Najczęściej jednak wagon jest teatrem pantomimy, a nie dramatu. Wykonawcy mają role nieme, oferują mi tylko język swoich ciał. Pokaz walki o to, żeby się utrzymać na ruchomej, niepewnej scenie. Pokaz zaangażowania wybranych partii mięśni, żeby się nie przewrócić i nie położyć roli, może być dużą przyjemnością. Jednak najwięcej satysfakcji daje obserwowanie siedzących. Jeśli aktor stojący jest piękny w usiłowaniu, to aktor siedzący jest piękny w nieusiłowaniu. Mam wtedy do czynienia z portretem bardzo osobistym. Aktor w roli siedzącej jakby tracił poczucie, że wciąż gra. Nie wciąga już brzucha. Jeśli jest kobietą, nie napina mięśni twarzy. Jeśli jest mężczyzną, nie trzyma wysoko głowy, żeby mniej widzów zobaczyło biały opłatek skóry we włosach. Aktor siedzący bez scenicznego partnera skazany jest tylko na siebie, emanuje bezradnością. Bezradność kumuluje się w fałdach jego skóry, które dobrze widać nad pośladkami, jeśli usiądzie się tak, by obserwować go z boku. Z fałdami nic nie można w tej sytuacji zrobić.