Nie ma
Mariusz Szczygieł — Literatura faktu

Jestem policjantem i przychodzi do mnie dziewczynka, która krzyczy, że słyszy kroki! I one się zbliżają. Prosi, żebym ją ratował. Mówię jej: jestem tylko zwyczajnym policjantem. Ona: ale tu chodzi o moje życie. I ta straszliwa niemoc, że nie mogę jej pomóc... To powiedział mi właściwie do brzucha, na tym kolanie. Mówię: Pavle, pijana głowa, pijane sny, pójdźmy spać. Idę myć zęby, patrzę, a on w kuchni siedzi. Mówię: chodź spać. On: poczekaj, kochana, poczekaj, jeszcze dwa piwa, tylko dwa piwa... Przyniosłam mu te dwie butelki. To było jak z moim drugim mężem Jedličką, żeby on nie palił za dużo, bo nie powinien, zaczęłam wypalać jego papierosy i tak wpadłam w nałóg. Myślę: upiję mu trochę tego piwa. I tak się zaczął Ionesco. Że też nigdy nie przyszło mi do głowy tego zapisać! To był czysty Ionesco: chciałem ci kupić ten szlafrok, a ty go nie chciałaś... Nie, że go nie chciałam, ja sobie kupiłam inny... No kupiłaś, ale ja chciałem ci kupić ten męski... No dobrze, kupiłam sobie sama szlafrok... I tak to szło w różnych wariantach. Byłam pod wpływem tych tabletek, popijałam piwo i czułam, że jestem już w innym świecie. Byłam tak senna, że spadałam z krzesła.