Nie ma
Mariusz Szczygieł — Literatura faktu

Powiedziałam: słuchaj, idę spać. I jeszcze: już mam tego dość. Czyli to ostatnie zdanie było jednak negatywne. Położyłam się. Musisz wiedzieć, że cała rodzina Pavla miała obsesję broni. Ojciec zastrzelił się pod koniec wojny. Matka zawsze miała małego derringera, damski rewolwer. Jeśli z Pavlem czasem się o coś kłóciliśmy, to właśnie o to, bo miał bzika na tym punkcie. Wciąż mi wmuszał broń. Mówiłam: idź w cholerę! Jak będę miała pistolet, będą mnie dopadały niechciane myśli, w kogo go wymierzę, spieprzaj mi z bronią! Raz szłam w Bazylei ciemną ulicą do przyjaciółki i napadł na mnie jakiś facet, ale to nie powód, żebym nosiła rewolwer. Chciałem ci kupić ten szlafrok, a ty go nie chcesz... Usnęłam. Naraz Pavel, który miał zawsze taką przyjemną dewizę: niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce!, zbudził mnie i mówi: nie przejmuj się, możesz mieć przecież dwa szlafroki, nie ma sprawy. Na to ja: Pavle, pozwól mi już spać. A on: ten męski by ci pasował bardziej, chciałbym ci go kupić... I co chwilę mnie wybudzał. Zawsze był taki taktowny, a teraz o coś ważnego mu chodziło, ale po tych proszkach byłam otępiała i nie reagowałam. Nigdy nie było mowy o rozstaniu. Nigdy.