2. Obsada była więc szczątkowa: para studentów, zbyt daleko ode mnie, żebym poczuł się jak w loży. Okazało się, że chwilowo będę miał do czynienia nie z teatrem, lecz z samą literaturą. Zauważyłem na ścianie wagonu tabliczkę, taką, na jakich zamieszcza się reklamy. Może dlatego, że uczyłem się wtedy czeskiego i lubiłem sprawdzać, czy rozumiem tekst w całości, zacząłem czytać o tym, że ktoś za chwilę wyjdzie z cienia kasztanów:
Za chwilę wyjdę z cienia kasztanów
i ptasiego śpiewu
pójdę nagrzanym asfaltem
w dół do zakrętu
skąd się zobaczę
jak patrzę w cieniu kasztanów
na siebie idącą w kapeluszu
po czarnym asfalcie
skąd widzę siebie
jak tuż za zakrętem
znikam sobie na zawsze
z oczu[1]
Przeczytałem wiersz raz, drugi. I trzeci, żeby się upewnić, czy znów zadzieje się to samo. Przy „w kapeluszu” czułem nieprzyjemną pieszczotę w jelitach, jakby organizm raził je wytworzonym przez siebie prądem elektrycznym.
Wiersz wisiał w wagonie kolejki w ramach akcji „Poezja w metrze”, a podpisany był: Viola Fischerová.