Nie ma
Mariusz Szczygieł — Literatura faktu

Pociąg dojeżdżał do stacji Anděl. Przeczytałem tekst już kilka razy, umiałem go chyba na pamięć, jednak mimo to postanowiłem przepisać do zeszytu. Nagle reżyser wpuścił dziesiątki statystów, szturchnęła mnie jakaś kobieta. Tablicę z wierszem zasłonił policjant. Stanice Smíchovské nádraží, vystupujte v levo ve směru jízdy. Policjant wysiadł. Ja, z zeszytem na kolanach, zadowolony, że zapisałem prawie cały wiersz, uświadomiłem sobie, że żyję w kłamstwie.

Jak łatwo się kłamie, żeby nie sprawiać przykrości. Ta motywacja oczywiście unieważnia kłamstwo i w moich oczach czyni z niego bardzo szlachetny środek.

Ileż nakłamałem się poetom!

Poeci nie dają wiersza do czytania, poeci go podtykają pod nos. I jeszcze bezwstydnie dociekają: jak ci się podoba? Nigdy nie spyta taki: jak ci się nie podoba? A powiedz poecie: twój wiersz na mnie nie działa, to jakbyś mu napluł w twarz.

Coś jednak powiedzieć trzeba. Stworzyłem więc cudowne kłamstwo.