Schodzi do niej po schodach. Światło pada na jego tatuaż na nadgarstku, wyrytą datę, dzień, w którym, jak twierdzi, przekonał się, że ją kocha: wiosna 2003. Jen patrzy na jego ciało. Tylko kilka ciemnych włosów na piersi posiwiało w ostatnim roku, czterdziestym trzecim roku jego życia.
– Widzę, że masz co robić. – Wskazuje na dynię.
– Wszyscy je mają – tłumaczy nieprzekonująco Jen. – Wszyscy sąsiedzi.
– I co z tego? – odpowiada. Klasyczny Kelly.
– Todd jeszcze nie wrócił.
– Dla niego to początek wieczoru. – Delikatny walijski akcent jest u niego prawie niedosłyszalny, brzmi jakby jego oddech czasami staczał się z wyboistej góry. – Nie miał być o pierwszej? Tak się umawialiśmy.
To ich typowa wymiana zdań. Jen bardzo się przejmuje, Kelly pewnie za mało. Kiedy Jen się nad tym zastanawia, Kelly się odwraca i oto on – jego idealny, idealny tyłek, który kocha od prawie dwudziestu lat. Przenosi wzrok na ulicę, wyglądając Todda, a potem znów patrzy na Kelly’ego.
– Sąsiedzi mogą teraz zobaczyć twój tyłek – zauważa.