Jen snuje się bez celu po domu. Myśli o sprawie, którą zajmuje się teraz w pracy, rozwodzącej się parze kłócącej się przede wszystkim o porcelanową zastawę, choć oczywiście tak naprawdę o zdradę. Nie powinna była jej przyjmować, już i tak ma na głowie ponad trzysta spraw. Ale pani Vichare na pierwszym spotkaniu spojrzała na Jen i powiedziała: „Jeżeli będę musiała oddać mu tę zastawę, stracę absolutnie wszystko, co kocham”, i Jen nie była w stanie jej odmówić. Wolałaby się tak bardzo nie przejmować – rozwodzącymi się obcymi ludźmi, sąsiadami, cholernymi dyniami – lecz taka już jest.
Zaparza sobie herbatę i zabiera ją do okna, zamierza nadal czuwać. Będzie czekała tyle, ile trzeba. Zarówno okres z niemowlęciem, jak i z prawie dorosłym dzieckiem – obie te fazy rodzicielstwa łączy brak snu, choć z różnych powodów.
Kupili ten dom ze względu na to właśnie okno dokładnie na środku trzypiętrowego budynku. „Będziemy przez nie wyglądać jak rodzina królewska” – powiedziała Jen, a Kelly się wtedy roześmiał.