Nie to miejsce, nie ten czas
Gillian McAllister — Literatura

Ale – moment. Todd coś zobaczył. Zamiera, mruży oczy. Jen podąża za jego wzrokiem i wtedy też to widzi: jakąś postać spieszącą ulicą z naprzeciwka. To mężczyzna starszy od Todda, dużo starszy. Poznaje to po jego ciele, jego sposobie poruszania się. Jen zauważa takie rzeczy. Zawsze to potrafiła. Dzięki temu jest dobrą prawniczką.

Kładzie gorącą dłoń na chłodnej szybie.

Coś jest nie tak. Coś się zaraz wydarzy. Jen jest tego pewna, choć nie umie określić, co to takiego; instynktownie wyczuwa niebezpieczeństwo, podobnie czuje się w pobliżu fajerwerków, przejazdów kolejowych i skrajów klifów. Przez jej głowę pędzą myśli, jakby pstrykała aparatem, jedna za drugą, jedna za drugą.

Odstawia kubek na parapet, woła Kelly’ego, a potem zbiega po schodach, co dwa stopnie; pasiasty bieżnik jest szorstki pod jej bosymi stopami. Wsuwa buty, po czym zatrzymuje się na sekundę z dłonią na metalowej gałce drzwi wejściowych.

Co – co to za uczucie? Nie potrafi go wyjaśnić.

Czy to déjà vu? Prawie nigdy go nie doświadcza. Mruga, a uczucie przemija, nieuchwytne jak dym. Co to było? Jej dłoń na mosiężnej gałce? Żółta latarnia świecąca na zewnątrz? Nie, nie może sobie przypomnieć. Już minęło.