Uśmiechnął się do mnie, ale nie było w tym nic z serdeczności. Pijacki grymas dowodził tylko, że nie pomyliłam się w ocenie tego mężczyzny.
Był już o kilka kroków i wciąż świdrował mnie spojrzeniem. Wyjęłam komórkę, jakbym dzięki temu mogła w jakiś sposób zapewnić sobie bezpieczeństwo, i wybrałam numer Pabsta.
Czekałam w napięciu, aż odbierze, ale odpowiadał mi jedynie przeciągły sygnał, który w tej chwili przywodził na myśl odliczanie do tragedii. Gracjan nie odebrał. Nic dziwnego, w końcu sama zapewniłam go, że nie muszą na mnie czekać, bo razem ze znajomą będę jechała taksówką. Inaczej nie pozwoliłby mi wracać samej.
– Już do domu? – rozległ się głos podpitego mężczyzny.
Obejrzałam się w jego stronę, nie odsuwając komórki od ucha. Skinęłam głową i zmusiłam się do lekkiego, poprawnego uśmiechu.
– Nie za wcześnie? – dodał.
Oczy mu się szkliły, mówił nieco niewyraźnie. Wydawało mi się, że nawiązanie z nim jakiejkolwiek rozmowy może zakończyć się tylko źle. Milczenie jednak także nie mogło poprawić sytuacji.
Czułam, jak serce mi przyspiesza, gdy patrzył na mnie z oczekiwaniem na jakąkolwiek odpowiedź.
Czas się zatrzymał.