Mogłam wyobrazić sobie już najczarniejszy scenariusz. Rozsądna część umysłu podsuwała mi zapewnienia, że wszystko jest w porządku, że przesadzam, jestem w centrum miasta, nic mi tutaj nie grozi.
Ale czy nie czytałam o pobiciach i innych rzeczach, które działy się pod samym Pałacem Kultury? W środku nocy takie rzeczy były tutaj przecież na porządku dziennym. I nawet jeśli ktoś coś widział, nie reagował.
Patrzyłam na niego o moment za długo i poczułam, jakbym go wyzywała. Nagle odnotowałam, że ma czerwony ślad na białej koszuli, tuż pod kołnierzykiem.
Jezu, krew.
Nie, nie, spokojnie, powiedziałam sobie w duchu. Barwa się nie zgadza, to tylko ślad po czerwonym winie.
Uświadomiłam sobie, że wstrzymywałam oddech. Stojący obok mężczyzna też zdawał się to odnotować.
Nagle uniósł lekko otwarte dłonie. Uśmiechnął się.
– Przepraszam – rzucił. – Nie chciałem cię wystraszyć.
Przymknęłam na moment oczy, głęboko odetchnąwszy. Przesadzałam. Facet miał wprawdzie zakazaną mordę i głos tak chropowaty, jakby oddawał dźwięk papieru ściernego, ale nie stanowił żadnego zagrożenia.
Pozwoliłam, by na mojej twarzy pojawił się wyraz rozluźnienia.
– Czekasz na autobus? – dodał.