– Moje psy akceptują tylko siebie. Nigdy by się nie pogodziły z obecnością innego psa.
– Musi pan go wziąć – powiedziała Paula i podała mu smycz.
Mellberg był tak zdumiony jej bezczelnością, że wziął smycz. Pies zaskomlał i jeszcze mocniej przywarł do jego nóg.
– Widzi pan, że on pana lubi.
– Ale ja nie mogę… ja nie mam… – jąkał się Mellberg. Pierwszy raz nie wiedział, co powiedzieć.
– Nie masz w domu żadnych zwierząt – powiedziała Annika. – Obiecuję, że popytam, może ktoś go szuka. W przeciwnym razie trzeba będzie mu znaleźć dom. Nie można go puścić samopas, bo go rozjedzie samochód.
Mellberg wbrew sobie poczuł, że mięknie. Spojrzał na psa, a on odpowiedział błagalnym spojrzeniem wilgotnych oczu.
– Kurde, no dobrze. Wezmę tego kundla, skoro wam tak zależy. Ale tylko na kilka dni. I żebyś mi go wykąpała, zanim go zabiorę do domu.
Pogroził palcem Annice, a jej wyraźnie ulżyło.
– Wykąpię go w komisariacie. Nie ma problemu – odparła z zapałem. A potem dodała: – Wielkie dzięki, Bertil.
– Ma być wypucowany! Bo go nie wpuszczę za próg! – burknął Mellberg.
Wyszedł na korytarz. Widać było, że jest zły. Trzasnął drzwiami gabinetu.