– Na pewno nic panu nie jest? – zapytała jeszcze raz.
Mężczyzna przytaknął skinieniem głowy i spojrzał na nią. Wpatrywał się w nią w taki sposób, że pani Yeom zaczęła się zastanawiać, czy przypadkiem nie powiedziała czegoś niestosownego. Miała już naprawdę ochotę zakończyć całą przygodę i iść w swoją stronę. Musiała jeszcze tylko dostać z powrotem saszetkę.
– Dziękuję, że się pan nią zaopiekował.
Mężczyzna chwycił prawą ręką saszetkę, którą chował pod lewą pachą, i podał ją pani Yeom. Już sięgała, żeby odebrać zgubę, gdy bezdomny cofnął dłoń. Spojrzał na zdezorientowaną panią Yeom i otworzył saszetkę.
– Co pan robi?
– Czy to na pewno pani…?
– No pewnie, że ja, niby skąd wiedziałam, żeby do pana przyjść? Dopiero co rozmawialiśmy przez telefon.
Pani Yeom wyraźnie się zdenerwowała, sytuacja zaczynała być absurdalna. Mężczyzna zaś bez słowa przeszukiwał portfel i zatrzymał się dopiero wtedy, kiedy znalazł w nim dowód osobisty.
– Pani… numer dowodu?
– No, panu się naprawdę wydaje, że ja pana okłamuję?
– Muszę mieć pewność… trzeba to oddać właścicielce… jestem odpowiedzialny.
– To niech pan tylko spojrzy na zdjęcie w dowodzie i porówna.