Mężczyzna spuchniętymi od pobicia oczami patrzył na przemian to na dowód, to na panią Yeom.
– Nie… nie wydaje mi się… – zawyrokował.
Pani Yeom, zupełnie nieświadomie, cmoknęła. Zrobiło jej się głupio. Nawet się nie zorientowała…
– No wie pan… to stare zdjęcie.
Zdjęcie może i było stare, ale chyba nie aż tak, żeby nie rozpoznać właścicielki portfela. Na pewno wzrok mu szwankował – przecież ktoś taki musi cierpieć na rozmaite schorzenia. Chyba że rzeczywiście tak bardzo się już zestarzała.
– Numer dowodu… proszę podać… – powiedział bezdomny.
Pani Yeom wzięła głęboki oddech i po chwili odezwała się spokojnym głosem.
– Pięć, dwa, zero, siedem, dwa, pięć… – zaczęła. – Zadowolony? – zapytała, kiedy skończyła recytować ciąg cyfr.
– Dobrze… zgadza się… Trzeba wszystko robić porządnie, prawda? – zapytał mężczyzna, szukając potwierdzenia swoich słów.
Schował dowód z powrotem do portfela i podał saszetkę pani Yeom, która sięgnęła po nią z wdzięcznością. Kiedy było już po wszystkim, poczuła się zobowiązana. Koniec końców zaciekle bronił jej własności, mimo że został brutalnie zaatakowany. To ewidentnie była oznaka wyjątkowego poczucia odpowiedzialności.