– A… bo… tego… – mężczyzna oblizał wargi i patrzył bezrozumnie przed siebie.
– Co się stało? Nie ma tego, co pan lubi?
– Nie ma zestawów… sygnowanych przez Parka Chan-ho?
– My nie jesteśmy franczyzą GS, jego zestawy są tylko tam – tłumaczyła pani Yeom. – Ale nasze też są smaczne, proszę sobie coś wziąć.
– Ale… jego zestawy są… naprawdę dobre…
Pani Yeom, zaskoczona takim obrotem sprawy, sięgnęła po największy zestaw ze swojej oferty i wyciągnęła go przed siebie.
– Proszę spróbować tego. W tym zestawie jest bogaty wybór, mówimy o nim, że to zestaw rozmaitości. Naprawdę dobry.
Mężczyzna chwycił opakowanie i skrupulatnie przeliczył zawartość. Dwanaście przystawek. Pani Yeom patrzyła na niego, kiedy tak badał otrzymany obiad, i pomyślała, że to trochę zbyt zuchwałe zachowanie jak na bezdomnego. Mężczyzna podniósł wzrok i przytaknął skinieniem głowy, po czym odwrócił się i wyszedł ze sklepu do stojącego pod oknem stolika, jakby miał tam rezerwację.
Mały, plastikowy, zielony stolik przed sklepem wkrótce stał się jadalnią bezdomnego.