Zajrzała do sklepu pięć dni później, w drodze powrotnej do domu. Shi-hyeon przywitała się z nią spojrzeniem, jednocześnie przyjmując pieniądze od klientów płacących za kawę. Zaczęły rozmawiać dopiero wtedy, kiedy zostały same. Po przywitaniu się i zdaniu relacji z tego, co nowego pojawiło się w sklepie, Shi-hyeon złapała panią Yeom za rękę. Widać było, że czekała kilka dni, żeby jej o czymś powiedzieć.
– Proszę pani, on przychodzi codziennie, nie opuścił ani jednego dnia.
– Ale kto taki? – zapytała zdezorientowana pani Yeom. – A, ten bezdomny?
– Tak – potwierdziła Shi-hyeon. – Przychodzi zawsze na mojej zmianie, wybiera sobie jedno opakowanie i je.
– I nie przychodzi o innej porze?
– Nie, tylko wtedy, kiedy ja mam zmianę.
– No to chyba znaczy, że cię polubił – zażartowała pani Yeom, na co Shi-hyeon tylko wzdrygnęła się z obrzydzenia i przymknęła oczy. – Żartowałam, już dobrze – uspokoiła ją szefowa i uśmiechnęła się.
– Tylko że, widzi pani, on przychodzi na mojej zmianie, już pod koniec, około ósmej, i wybiera sobie zestaw, który zaczyna tracić ważność.
– Co takiego? Mówiłam, że ma sobie wziąć świeży.