– Dokładnie, też mu mówiłam. Ale on powtarza, że jemu już dużo życia nie zostało, i bierze zawsze któryś z tych starszych.
– Powiedziałam mu, że mam dla niego zawsze nowy zestaw… Jak się zatruje, to sobie nie wybaczę.
– Wiem, że nie powinnam tak mówić, ale nie mam ochoty się z nim sprzeczać przy ladzie. Śmierdzi od niego. Jakby ktoś nam w sklepie zrobił kupę. Zdarza się, że na jego widok klienci rezygnują z zakupów. Co mam wtedy zrobić? Najlepiej dać mu to, co chce, i niech idzie, rozumie pani? I tak trzeba po nim wietrzyć sklep.
– No rozumiem, rozumiem.
– Mnie się wydaje, że on tak specjalnie. Przychodzi dokładnie o tej porze, kiedy trzeba się zabierać do wyrzucania niesprzedanych zestawów.
– Coś w tym jest…
– Wczoraj był trochę później, martwiłam się, że coś mu się gdzieś stało.
Shi-hyeon, cała rozemocjonowana, przejechała po wargach koniuszkiem języka, na co pani Yeom zaśmiała się sucho.
Chuda i wysoka pracownica, łatwo przejmująca się wszystkim naokoło, przywodziła jej na myśl nadmuchiwaną kukłę, którą czasami wystawia się przed sklep, żeby przyciągnąć klientów.
– Shi-hyeon, jesteś wrażliwą dziewczyną, ale nie uratujesz całego świata.