– Ale to pani zaproponowała bezdomnemu darmowy posiłek dziennie. A co, jeśli on przyprowadzi kolegów? – odparowała dziewczyna.
Nawet nadmuchiwana kukła potrafi się odwinąć.
– On taki nie jest.
– Przecież nic pani o nim nie wie.
– Umiem się poznać na ludziach. Zatrudniłam na przykład ciebie, prawda?
– Jest pani niesamowita.
Pani Yeom lubiła swoją relację z pracownicą. Traktowała dziewczynę jak drugą córkę. Życzyła jej jak najlepiej na egzaminie na urzędnika państwowego, ale sama myśl o tym, że Shi-hyeon kiedyś opuści sklep, napawała ją smutkiem.
Dzyń, dzyń. Do sklepu weszli kolejni klienci, a Shi-hyeon wróciła za ladę i ich powitała. Pani Yeom rozejrzała się po sklepie i zerknęła na zestawy lunchowe, które się nie sprzedały. Postanowiła, że raz pojawi się w sklepie, kiedy trzeba będzie ściągnąć z półek niesprzedane zestawy. O tym mężczyźnie wiadomo tylko tyle, że jest bezdomny. Może by go tak chociaż zapytać, jak się nazywa?