Po przyjeździe na stację Seul pani Yeom od razu znalazła schody ruchome prowadzące do peronów, z których odjeżdżały pociągi na lotnisko. Zjechała nimi i dokładnie na wprost siebie zobaczyła sklep całodobowy GS. Nieopodal wejścia przykucnął mężczyzna, zapewne ten o głosie niedźwiedzia, pochylony nad zestawem lunchowym tak nisko, że niemal zanurzał nos w pudełku. Kiedy podeszła bliżej, jej przypuszczenia potwierdziły się. Poczuła lekki niepokój. Nieznajomy miał długie włosy – tak zaniedbane, że przypominały mop – ubrany był w cienką sportową bluzę i spodnie, które albo były beżowe i bardzo brudne, albo po prostu brązowe. Ostrożnie sięgał pałeczkami po kawałki kiełbasek ze swojego zestawu. Nie było już cienia wątpliwości, że to bezdomny. Pani Yeom zebrała się na odwagę i podeszła jeszcze bliżej.