Niezwyciężony
Stanisław Lem — Klasyka science fiction

W do­tych­cza­so­wą mar­two­tę przy­świetl­ne­go pędu wtar­gnął wstrząs, po­tęż­na siła przy­ło­żo­na u dzio­bo­wych wy­rzut­ni usi­ło­wa­ła zgnieść osiem­na­ście ty­się­cy ton masy spo­czyn­ko­wej „Nie­zwy­cię­żo­ne­go”, po­mno­żo­nych te­raz przez jego ogrom­ną szyb­kość. W ka­ju­tach kar­to­gra­ficz­nych upa­ko­wa­ne szczel­nie mapy za­trzę­sły się nie­spo­koj­nie na rol­kach. Tu i ów­dzie ru­sza­ły się, jak­by oży­wa­jąc, nie dość moc­no osa­dzo­ne przed­mio­ty; za­grze­cho­ta­ło w kam­bu­zach od zde­rza­ją­cych się na­czyń, za­chwia­ły się opar­cia pu­stych pia­no­wych fo­te­li, pasy i liny ścien­ne po­kła­dów za­czę­ły się ko­ły­sać. Stu­kot, zmie­sza­ne dźwię­ki szkła, bla­chy, pla­sty­ków falą prze­szły przez cały po­cisk od dzio­bu po rufę. Tym­cza­sem z hi­ber­na­to­ra do­cho­dził już gwar gło­sów; lu­dzie z ni­co­ści, w któ­rej trwa­li przez sie­dem mie­się­cy, po­przez krót­ki sen, wra­ca­li do jawy.