Kelner kiwa głową i podchodzi, by ją napełnić.
Ponownie przypuszczam atak na łososia, który zdążył już wystygnąć. Mam nadzieję, że ojciec wkrótce skończy jeść, bo nie wiem, czy zniosę dłużej to spotkanie. Jedyną pociechą jest myśl, że jutro o tej porze będę na drugim końcu kraju. Nawet jeśli wiąże się to z zamianą słońca na śnieg.
– Nie rób planów na połowę stycznia – zmienia temat. – Chciałbym, żebyś na jakiś tydzień przyleciała do Los Angeles.
– Dlaczego? Niby co takiego ma się wydarzyć w styczniu?
– Twój staruszek się żeni.
Spuszczam wzrok i zaczynam masować kark.
– Jaja sobie robisz?
Natychmiast żałuję tych słów. Mimo wszystko nie powinnam tego głośno mówić.
– Fallon, o jedno cię proszę, nie oceniaj mojej przyszłej żony, dopóki jej nie poznasz.
– Nie muszę jej poznawać, żeby wiedzieć, że jej nie polubię – odgryzam się. – W końcu wychodzi za ciebie. – Usiłuję złagodzić wymowę swoich słów ironicznym uśmiechem, ale ojciec i tak wie, że mówiłam szczerze.
– Na wypadek gdybyś zapomniała: twoja matka również za mnie wyszła, a jakoś nie masz nic przeciwko niej.
I tu mnie ma.
– To prawda. Na swoją obronę dodam, że to już twoje piąte oświadczyny, odkąd skończyłam dziesięć lat.