– Ale dopiero trzecie małżeństwo – uściśla.
Wbijam widelec w łososia i unoszę kawałek do ust.
– Przez ciebie mam ochotę na zawsze wyrzec się facetów – mówię z pełnymi ustami.
Wybucha śmiechem.
– Nie powinnaś mieć z tym problemu. Z tego, co wiem, dotąd byłaś tylko na jednej randce, i to ponad dwa lata temu.
Z trudem przełykam jedzenie.
Naprawdę tak powiedział? Gdzie ja się podziewałam, kiedy przydzielali porządnych ojców? Dlaczego dostał mi się taki ograniczony dupek?
Zastanawiam się, ile razy podczas tego lunchu powinien był ugryźć się w język. Gdyby robił to za każdym razem, kiedy trzeba, pewnie już by go odgryzł. Tyle że on naprawdę nie ma pojęcia, jaki dziś jest dzień. Gdyby miał, na pewno nie wypowiadałby się z taką niefrasobliwością.
Marszczy brwi, jakby próbował ułożyć w myślach przeprosiny za głupotę, którą właśnie palnął. Jestem pewna, że nie zrobił tego celowo, ale i tak budzi się we mnie chęć zemsty.
Odgarniam włosy z twarzy i zakładam je za lewe ucho, odsłaniając blizny, po czym patrzę mu wyzywająco w oczy.
– No cóż, tatku. Nie przyciągam już tak bardzo uwagi facetów jak kiedyś. Wiesz, przed t y m. – Pokazuję na twarz, ale w następnej chwili zaczynam żałować swoich słów.