Dlaczego zawsze zniżam się do jego poziomu? Tylko na to mnie stać?
Zerka na mój policzek, po czym szybko spuszcza wzrok.
Wygląda na tak skruszonego, że przez chwilę rozważam, czy nie powściągnąć złości i nie być dla niego odrobinę milszą. Zanim jednak udaje mi się wydobyć z siebie jakieś pojednawcze słowa, chłopak siedzący w boksie za moim ojcem wstaje i od razu przyciąga moją uwagę. Usiłuję zasłonić twarz włosami, zanim się do mnie odwróci, ale jest już za późno. Patrzy na mnie.
Na jego twarzy gości taki sam uśmiech jak wcześniej, lecz tym razem nie odwracam wzroku. Patrzę na niego cały czas, gdy podchodzi do naszego stołu. Niespodziewanie siada przy mnie.
Kurde, co on wyprawia?
– Przepraszam za spóźnienie, kotku – mówi i otacza mnie ramieniem.
Nazwał mnie kotkiem. Obcy facet mnie objął i nazwał kotkiem.
Co tu się dzieje, do jasnej cholery?
Patrzę na ojca, myśląc, że to jego sprawka, ale spogląda na nieznajomego z jeszcze większym zakłopotaniem niż ja.
Kiedy czuję usta chłopaka na swojej skroni, sztywnieję.
– To przez te cholerne korki – wyjaśnia.
Obcy facet właśnie przed chwilą mnie pocałował.
Co jest?
Tymczasem nieznajomy wstaje i wyciąga rękę do mojego ojca.