Usiłuję nie brać słów ojca do siebie, ale to trudne. Wiem, że w tej chwili nie chodzi już o mnie, że rozmowa przemieniła się w próbę sił między nim a Benem. A jednak czuję się strasznie rozczarowana, że ojciec woli wygrać spór z nieznajomym, niż stanąć w obronie córki.
– Jeśli Fallon naprawdę ma tak wielki talent, jak pan twierdzi, powinien pan zachęcać ją do realizacji marzeń. Dlaczego ma patrzeć na świat tak jak pan?
Ojciec sztywnieje.
– A w jaki sposób według ciebie na niego patrzę? – pyta.
Ben odchyla się do tyłu, nie odrywając od niego wzroku.
– Przez zamknięte oczy aroganckiego skurczybyka.
Milczenie, które następuje po tych słowach, jest niczym cisza przed burzą. Czekam, aż rzucą się na siebie z pięściami, lecz ojciec sięga do kieszeni i wyjmuje portfel. Ciska pieniądze na stół, po czym patrzy mi w oczy.
– Byłem z tobą maksymalnie szczery, ale ty najwyraźniej wolisz słuchać bzdur, które wygaduje ten kutas. – Wstaje od stołu. – Założę się, że twoja matka go uwielbia – dodaje.
Krzywię się, słysząc te słowa, i przez chwilę mam wielką ochotę mu się odgryźć. I to tak, żeby bolało go przez wiele dni. Problem w tym, że trudno wymyślić coś, co zabolałoby człowieka bez serca.