– Muszę do toalety – mamroczę pod nosem. – Strzelcie sobie selfika. On je uwielbia.
Wcale nie chce mi się siusiu, po prostu muszę choć przez chwilę odpocząć od ojca. Nie wiem, dlaczego poprosiłam go o spotkanie. Pewnie dlatego, że się przeprowadzam i nie wiadomo, kiedy znów się zobaczymy. Jednak nawet to nie jest wystarczającym powodem, by przechodzić przez to piekło.
Wchodzę do pierwszej kabiny. Zamykam za sobą drzwi, po czym wyjmuję z dozownika osłonę na sedes i rozkładam ją na desce.
Jakiś czas temu zapoznałam się z wynikami badań dotyczących czystości publicznych toalet. Okazuje się, że najmniej bakterii znajduje się zawsze w pierwszej kabinie. Ludzie przypuszczają, że to z niej najczęściej się korzysta, dlatego ją omijają. Ja nie. Wchodzę wyłącznie do pierwszej. Nie zawsze miałam takiego świra na punkcie czystości, dopiero gdy w wieku szesnastu lat spędziłam dwa miesiące w szpitalu, stałam się przewrażliwiona na punkcie higieny.