A Śląsk przyjmował je wtedy i serdecznie otwierał na nie swoje spracowane ramiona, bo nikt stąd nigdy nie wyrzucił człowieka idącego prostą ścieżką etosu pracy, a każda praca – ta poza domem i ta w nim – godna jest szacunku i tylko darmozjadom nie należy się nic prócz wzgardy. Szacunek ludziom pracy, choćby i z Warszawy przyszli. Węgiel kopać, w chodnikach się czołgać, stal topić w martenowskich piecach, stawiać się o świcie na odprawy w fabrykach i hutach, dzieci rodzić, dzieci oporządzać, koszule mężom na niedziele prać, pościel biglować, dywany trzepaczkōm klapać, nudle na rosōł kulać, cwitry sztrykować, makatki „Pokój temu domowi”, „Alle morgen ohne Sorgen”, „Jezu, ufam Tobie”, „Grüss Gott” haftować, ogródki przydomowe pielić, okna myć na jasny błysk, podłogi szorować, by dało się z nich lizać, gęsi i kaczki skubać, Boga w sercu nosić, nie siadać, nie stawać, nie leżeć, robić, robić, robić, das ist Oberschlesien!