Od jednego Lucypera
Anna Dziewit-Meller — Literatura piękna

Czuła zawsze, że idzie, już idzie, bo ciało świerzbiło ją od środka, od jakiegoś napięcia, które ma zaraz wybuchnąć, pęknąć jak wrzód. Jeszcze chwila i strzeli. Czerwona fala złości płynęła szybko od nóg do głowy. Piersi, które i tak zawsze miała twarde, wysadzały jej teraz sztywne trójkątne staniki. Tkliwe i ciężkie jak głazy, bolały, nawet gdy spadały na nie ciepłe krople wody pod prysznicami w łaźni zakładowej. Idą TE DNI.