Od jednego Lucypera
Anna Dziewit-Meller — Literatura piękna

Potem krew wypływała z niej obficie na z trudem zdobytą ligninę, grubo powkładaną do majtek, albo na szmaciane bindki przypinane guzikami do bielizny. Trzeba było w robocie dupę zaciskać mocniej niż zwykle, pilnować, żeby nie płynęło po nogach. Bo przecież mówiło się, że przez tę krew młode wino kwaśnieje, plony na polach usychają, lustra stają się ciemne, a ostrza stalowe tępieją, kość słoniowa traci połysk, pszczoły umierają, żelazo i brąz rdzewieją, a powietrze wypełnia się smrodem. I żeby, broń Boże, żaden pies nie polizał tej krwi, bo zaraz go opanuje wścieklizna i zdechnie w konwulsjach! Święta Barbara odwróci się od nieczystej i na kopalnię naśle coś złego, zbrzydzony święty Florian ześle to samo złe na hutę, nie wytopi się stal, zawali się plan trzyletni, nie odbudują Polski Ludowej na czas. Zaciskała więc uda z całych sił.