Niewiele więcej mogła zresztą robić – cykle życia zataczały krąg bez względu na to, czy tego chciała, czy nie. Organizm miał do wydania jeszcze sporo komórek jajowych, trzeba było zatem udawać, że alles gut, czy teraz to raczej wsio wpariadkie. Nierzadko jednak ta wielka Maria o owłosionym nadmiernie ciele czuła, że od tej krwi wypływającej obficie spomiędzy nóg robi jej się słabo, gdy brocząc jak niedobita sarna, wyrabiała swoje sto trzydzieści sześć procent normy przy taśmociągu w zakładach azotowych.
Na szczęście ciemny granat kombinezonu krył wszystko, a brud wżarty głęboko w grubą tkaninę powlekał robocze ubrania, zatem brązowe plamy z krwi nie rzucały się aż tak bardzo w oczy. Tkwiły sobie bezpiecznie w konstelacji plam w innych kolorach – plam ze smaru, plam z oleju, plam ze zwykłego brudu, którym powleczone było wówczas wszystko.