Opowieści o pilocie Pirxie
Stanisław Lem — Klasyka science fiction

Szli dłu­gim po­mo­stem, mię­dzy kra­to­wa­ny­mi wspor­ni­ka­mi stro­pu, mi­ja­jąc usta­wio­ne ko­lej­no ra­kie­ty, aż za­la­ła ich ja­sność, bo ta część stro­pu była już od­su­nię­ta na prze­strze­ni dwu­stu me­trów. Na be­to­no­wych, ogrom­nych le­jach, któ­re chwy­ta­ły w sie­bie i od­pro­wa­dza­ły ogień od­rzu­tu, sta­ły obok sie­bie dwa stoż­ko­wa­te ko­lo­sy – przy­naj­mniej wy­glą­da­ły w oczach Pi­rxa jak ko­lo­sy – każ­dy miał czter­dzie­ści osiem me­trów wy­so­ko­ści i je­de­na­ście me­trów śred­ni­cy u sa­me­go dołu, w bo­oste­rze.