Opowieści o pilocie Pirxie
Stanisław Lem — Klasyka science fiction

Do wła­zów, już od­śru­bo­wa­nych, prze­rzu­co­ne były małe most­ki, przej­ścia za­gra­dza­ły jed­nak usta­wio­ne po­środ­ku oło­wia­ne przy­ci­ski, każ­dy z małą czer­wo­ną cho­rą­giew­ką na gięt­kim pro­por­czy­ku. Pirx wie­dział, że sam od­sta­wi na bok cho­rą­giew­kę, kie­dy na py­ta­nie, czy go­tów jest pod­jąć się wy­ko­na­nia za­da­nia, od­po­wie, że tak – i że zro­bi to pierw­szy raz w ży­ciu. I na­gle opa­no­wa­ło go prze­świad­cze­nie, że kie­dy bę­dzie od­su­wał pro­por­czyk, po­tknie się o lin­kę i na pew­no prze­wró­ci się jak dłu­gi – ta­kie rze­czy się zda­rza­ły. A je­że­li ko­mu­kol­wiek zda­rza­ły się ta­kie rze­czy, to jemu p o w i n n o się było coś ta­kie­go przy­tra­fić, bo my­ślał cza­sem, że nie ma szczę­ścia. Wy­kła­dow­cy okre­śla­li to ina­czej – że jest gapą, nie­zgu­łą i my­śli w każ­dej chwi­li o wszyst­kim oprócz tego, o czym aku­rat trze­ba my­śleć. Praw­da, że Pi­rxo­wi było o wie­le rze­czy ła­twiej niż o sło­wa. Mię­dzy jego dzia­ła­niem a my­śle­niem odzia­nym w sło­wa zia­ła może nie prze­paść… w każ­dym ra­zie była tam ja­kaś prze­szko­da, któ­ra utrud­nia­ła mu ży­cie. Wy­kła­dow­cy nie wie­dzie­li, że Pirx jest ma­rzy­cie­lem.