Wpuścił nogi do środka, chwycił się masywnego ocembrowania włazu, zjechał elastyczną rynienką w dół, nie stawiając stóp na szczebelkach (szczebelki są tylko dla umierających pilotów – mawiał Ośla Łączka), i zabrał się do zamykania klapy. Ćwiczyli to na „fantomach” i na prawdziwej klapie – tyle że wyjętej z rakiety i zamocowanej na środku sali ćwiczeń – setki i tysiące razy. Niedobrze się od tego robiło – lewa korba, prawa korba, do połowy drogi, kontrola uszczelnień, druga połowa obrotu obu korb, docisk, kontrola na szczelność pod ciśnieniem, zagłuszenie włazu wewnętrzną pokrywą osłony, nasunięcie osłony przeciwmeteorytowej, wyjście ze studzienki włazu, zamknięcie drzwi kabiny docisk, korba, druga korba, rygiel, koniec.