Opowieści o pilocie Pirxie
Stanisław Lem — Klasyka science fiction

Pirx my­ślał so­bie, że Bo­erst na pew­no daw­no już sie­dzi w swo­jej szkla­nej kuli, kie­dy on do­pie­ro za­krę­ca koło za­ma­cho­we do­ci­sku – i przy­szło mu do gło­wy, że i tak prze­cież nie wy­star­tu­ją ra­zem, star­to­wa­ło się w od­stę­pach sze­ścio­mi­nu­to­wych i nie było się cze­go spie­szyć. Ale le­piej jed­nak sie­dzieć już na miej­scu i włą­czyć swój ra­dio­fon – przy­naj­mniej sły­szał­by ko­men­dy, ja­kie wy­da­ją Bo­er­sto­wi. Cie­ka­we, ja­kie on do­stał za­da­nie?

Świa­tła au­to­ma­tycz­nie za­pa­li­ły się w środ­ku, kie­dy tyl­ko przy­mknął ze­wnętrz­ną kla­pę. Za­ry­glo­waw­szy cały kram, po wy­sła­nych bar­dzo szorst­kim i mięk­kim za­ra­zem pla­sty­kiem stop­niach ma­lut­kiej po­chyl­ni prze­szedł na miej­sce pi­lo­ta.