– Co kadet zrobiłby, natrafiwszy w patrolu na statek obcej planety?
Kadet Pirx otworzył usta, jakby w ten sposób chciał wygonić znajdującą się w nich odpowiedź. Wyglądał jak ostatni na świecie człowiek, który wie, co trzeba robić, spotykając rakiety obcych planet.
– Zbliżyłbym się – powiedział głuchym, dziwnie zgrubiałym głosem.
Cały kurs zamarł. Wszyscy wietrzyli coś mniej nudnego niż wykład.
– Bardzo dobrze – rzekł ojcowsko Ośla Łączka – i co dalej?
– Zastopowałbym – wybuchnął kadet Pirx, czując, że znajduje się już daleko poza przednią linią swych wiadomości. Gorączkowo poszukiwał w opustoszałej głowie jakichś paragrafów Postępowania w Przestrzeni. Miał wrażenie, że w życiu nie widział go na oczy. Spuścił skromnie wzrok i zobaczył wtedy, jak Smiga mówi coś w jego stronę samymi ustami. Odczytał to i powtórzył głośno, zanim jeszcze sens tych słów dotarł do niego:
– Przedstawiłbym się im.
Cały kurs ryknął jak jeden człowiek. Ośla Łączka walczył sekundę, ale też wybuchnął śmiechem. Bardzo szybko spoważniał.