– Kadet zgłosi się do mnie jutro z książką nawigacyjną. Kadet Boerst!
Pirx usiadł, jakby krzesło było ze szkła nie całkiem jeszcze ostygłego. Nie miał nawet wielkiego żalu do Smigi – on już taki był, nie mógł przepuścić okazji, jeśli się nadarzyła. Nie słyszał ani słowa z tego, co mówił Boerst – rysował na tablicy krzywe, a Ośla Łączka ściszał po swojemu odpowiedzi elektronowego Kalkulatora, tak że odpowiadający gubił się na koniec w obliczeniach. Regulamin zezwalał na korzystanie z pomocy Kalkulatora, ale Ośla Łączka miał w tej sprawie własną teorię: „Kalkulator też człowiek – mówił – i może się popsuć”. Pirx nie miał nawet żalu do Oślej Łączki. Nie miał żalu do nikogo. Prawie nigdy. Po pięciu minutach stał już przed sklepem na Dyerhoffa i oglądał na wystawie gazowe pistolety, z których można strzelać patronami ślepymi, kulowymi lub gazowymi – komplet sześć koron, z setką naboi. Oczywiście na Dyerhoffa był w wyobraźni.