Opowieści o pilocie Pirxie
Stanisław Lem — Klasyka science fiction

Kie­dy już pi­lot uło­żył się na fo­te­lu, miał po obu bo­kach czte­ry rę­ko­je­ści głów­ne re­ak­to­ra i ste­row­ni­czych dysz od­chy­la­ją­cych, trzy awa­ryj­ne, sześć dźwi­gni ma­łe­go pi­lo­ta­żu, po­krę­tła roz­ru­chu i bie­gu ja­ło­we­go oraz re­gu­la­tor mocy, cią­gu, prze­dmu­chu dysz, a nad samą pod­ło­gą – wiel­kie szpry­cho­we kół­ko apa­ra­tu­ry kli­ma­ty­za­cyj­nej, tle­no­wej, rącz­kę in­sta­la­cji prze­ciw­po­ża­ro­wej, wy­rzut­ni re­ak­to­ra (gdy­by roz­po­czę­ła się w nim re­ak­cja łań­cu­cho­wa nie­kon­tro­lo­wa­na), lin­kę z pę­tlą, przy­mo­co­wa­ną do wierz­chu szaf­ki z ter­mo­sa­mi i je­dze­niem, pod sto­pa­mi zaś – wy­mosz­czo­ne mięk­ko i opa­trzo­ne strze­mien­ny­mi pę­tli­ca­mi pe­da­ły ha­mow­nic i bez­piecz­nik wy­rzu­to­wy, któ­re­go na­ci­śnię­cie (pier­wej trze­ba było nogą roz­bić jego koł­pak i pchnąć go do przo­du) wy­rzu­ca­ło pę­cherz ra­zem z fo­te­lem i pi­lo­tem oraz wy­la­tu­ją­cy­mi za nim stru­na­mi spa­do­chro­nu pier­ście­nio­wo-wstę­go­we­go.