Poza tym celem głównym – ratowania pilota w wypadku niedającej się opanować awarii – miał jeszcze szklany pęcherz coś osiem bardzo ważnych powodów, dla których został skonstruowany, i Pirx w pewnych pomyślnych okolicznościach potrafiłby je nawet wszystkie wyrecytować, ale żaden nie trafił jemu (ani innym kursantom) do przekonania.
Ułożywszy się należycie, z wielkim trudem zginając się w pasie, aby wkręcić wszystkie wystające i zwisające z niego rurki, kable i przewody w końcówki sterczące z fotela (przy czym za każdym razem, kiedy pochylał się do przodu, kombinezon popychał go miękką bułą w brzuch), naturalnie pomylił kabelek fonii z grzejnym; na szczęście miały różny gwint, ale o pomyłce przekonał się dopiero, gdy zaczęły bić na niego siódme poty – i w szmerze sprężonego powietrza, które błyskawicznie wypełniło cały kombinezon, opadł z westchnieniem w tył, przekładając lewą i prawą ręką oba udowo-barkowe pasy.