Opowieści o pilocie Pirxie
Stanisław Lem — Klasyka science fiction

Pirx po­my­ślał so­bie, że ta­kie au­to­ma­tycz­ne urzą­dze­nia są bar­dzo po­ży­tecz­ne – i tak się za­sta­na­wiał nad tym i owym, aż na­gle po­czuł, że wszyst­kie wło­sy wsta­ją mu na gło­wie pod pę­ka­tą hau­bą.

Je­zus Ma­ria, ja lecę, ja, ja te­raz lecę!!! – prze­mknę­ło mu.

Za­czął bły­ska­wicz­nie przy­spo­sa­biać dźwi­gnie do star­tu – to zna­czy do­ty­kać ich we­dle wła­ści­wej ko­lej­no­ści pal­ca­mi, li­cząc: raz – dwa – trze­cia – a gdzie czwar­ta? – po­tem ta – tak, to ten wskaź­nik – i pe­dał – nie, pe­dał – aha, jest – czer­wo­na – zie­lo­na rę­ko­jeść – po­tem au­to­mat – tak – czy zie­lo­na przed czer­wo­ną?!

– Pi­lot Pirx na AMU 27! – wy­rwał go z głę­bi tego dy­le­ma­tu sil­ny głos bi­ją­cy pro­sto w ucho. – Start we­dług fo­nii w chwi­li z e r o ! Uwa­ga – pi­lot go­tów?

Jesz­cze nie!!! – chcia­ło coś krzyk­nąć usta­mi pi­lo­ta Pi­rxa, ale po­wie­dział:

– Pi­lot Boe… pi­lot Pirx na AMU 27 go­tów… e… do star­tu we­dług fo­nii w chwi­li z e r o !