Aha, przebijam chmury – pomyślał. Myślało mu się teraz jakby wolniej, nieco ospale, ale w zupełnym spokoju. Po dłuższej chwili zrobiło się tak, jakby był jedynie świadkiem całej tej sceny, trochę śmiesznej – facet leży rozwalony w „fotelu dentystycznym”, ani ręką, ani nogą, chmury znikły, niebo jest jeszcze trochę niebieskie, ale jak farbka fałszowana tuszem, coś jakby gwiazdy widać – gwiazdy czy nie?
Tak, to były gwiazdy. Wskaźniki chodziły sobie na suficie, na ścianach, każdy inaczej, każdy coś pokazywał, wszystko trzeba było widzieć, a on miał tylko dwoje oczu. Niemniej lewa jego ręka na krótki powtarzający się gwizd w słuchawkach sama – znowu sama – pociągnęła wyrzutnik boostera. Od razu zrobiło się trochę lżej – szybkość 7,1 na sekundę, wysokość 201 kilometrów, zadana krzywa startu kończy się, przyspieszenie 1,9, można siadać i w ogóle teraz dopiero będzie cała masa roboty!
Siadał powoli, naciskając poręcz, przez co oparcie fotela podnosiło się – i nagle cały ścierpł.
Gdzie jest bryk?!