Opowieści o pilocie Pirxie
Stanisław Lem — Klasyka science fiction

To była ta sza­le­nie waż­na rzecz, któ­rej nie mógł so­bie przy­po­mnieć. Roz­glą­dał się po pod­ło­dze, jak­by na świe­cie nie było chma­ry mru­ga­ją­cych ze wszyst­kich stron wskaź­ni­ków. Bryk le­żał pod sa­mym fo­te­lem – po­chy­lił się, pasy oczy­wi­ście nie pu­ści­ły, nie było już cza­su, i z uczu­ciem, jak­by stał na szczy­cie bar­dzo wy­so­kiej wie­ży i wa­lił się z nią ra­zem w prze­paść, otwo­rzył książ­kę na­wi­ga­cyj­ną, któ­rą miał w nad­ko­la­no­wej kie­sze­ni, wy­jął za­da­nie z ko­per­ty – nic nie ro­zu­miał: gdzie jest, do cho­le­ry cięż­kiej, or­bi­ta B 68? Aha, to bę­dzie ta! – Skon­tro­lo­wał tra­jek­to­metr i za­czął po­wo­li wy­krę­cać. Dzi­wił się tro­chę – ja­koś to szło.