Opowieści o pilocie Pirxie
Stanisław Lem — Klasyka science fiction

Na elip­sie Kal­ku­la­tor po­dał mu życz­li­wie dane do po­praw­ki, zno­wu ma­new­ro­wał, wy­sko­czył z or­bi­ty, za­ha­mo­wał za­nad­to gwał­tow­nie, przez dzie­sięć se­kund miał mi­nus 3 g, ale nic mu to nie zro­bi­ło, fi­zycz­nie był bar­dzo od­por­ny („że­byś miał taki mózg jak bi­ceps – mó­wił mu Ośla Łącz­ka – to może by z cie­bie coś było”), z po­praw­ką wszedł na or­bi­tę trwa­łą, po­dał na fo­nii dane Kal­ku­la­to­ro­wi, Kal­ku­la­tor nic nie od­po­wie­dział, na jego tar­czy wy­ska­ki­wa­ły fale ja­ło­we­go bie­gu, ryk­nął dane jesz­cze raz – oczy­wi­ście za­po­mniał się prze­łą­czyć – po­pra­wił to, na tar­czy na­tych­miast wy­sko­czy­ła pio­no­wa mi­go­cą­ca li­nia, a wszyst­kie okien­ka zgod­nie po­ka­za­ły same je­dyn­ki. – Je­stem na or­bi­cie! – ucie­szył się. Tak, ale czas ob­ro­tu był 4 go­dzi­ny 29 mi­nut, a mia­ło być 4 i 26. Te­raz już na­praw­dę nie wie­dział, czy od­chy­le­nie jest do­pusz­czal­ne, czy nie.