Stał na sprężynującej desce zawieszony nad czterdziestometrową otchłanią i skracał sobie czas wyobrażaniem tego, czy będą go macać – to się, niestety, zdarzało. Kadeci brali na próbne loty najdziwniejsze i najsurowiej zakazane rzeczy: poczynając od płaskich flaszek z wódką, a kończąc na tytoniu do żucia i fotografiach znajomych dziewcząt. Nie mówiąc naturalnie o brykach. Pirx długo szukał na sobie miejsca, w którym by go ukryć. Chował go też z piętnaście razy – do buta pod piętą, między obie skarpetki do cholewki, do wewnętrznej kieszeni kombinezonu, do małego atlasiku gwiazd – taki atlasik był dozwolony – niezły byłby też futerał od okularów, ale po pierwsze, musiałby to być olbrzymi futerał, a po wtóre, nie nosił okularów. Trochę później przypomniał sobie, że gdyby nosił, nie przyjęliby go do instytutu.