Osada
Michał Śmielak — Literatura

– To była bar­dzo długa i strasz­nie mroźna zima – po­wie­dział w końcu dzia­du­nio, wstał, po czym po­tarł kciu­kiem po­wiekę, aż oko za­trzesz­czało.

I nie mó­wił już wię­cej, czy to nie chcąc bu­dzić wspo­mnień, które za­mro­ziły dzie­siątki mroź­nych zim, czy też oba­wia­jąc się ma­tuli, która wła­śnie wró­ciła do domu z ko­szem peł­nym świec.

Trza­snęły drzwi, ma­tula otrze­pała buty, we­szła do kuchni i od razu zro­zu­miała, co się działo. Tak, nie trzeba jej było ni­czego tłu­ma­czyć, jej prze­ni­kliwy wzrok ob­jął dziadka wy­stu­ku­ją­cego resztki ty­to­niu z fajki, którą miał w zwy­czaju ćmić po śnia­da­niu, obie­dzie i przed snem, po­tem uj­rzała wszyst­kich do­mow­ni­ków zgro­ma­dzo­nych wo­kół sta­ruszka i dwie swoje có­reczki na­kryte pie­rzyną pod same nosy. Ich wiel­kie brą­zowe oczy świe­ciły ni­czym dwie la­tar­nie, oznaj­mia­jąc matce, że oto w tej izbie brzmiały echa prze­ra­ża­ją­cych hi­sto­rii.

– Znowu dzia­dek wam głu­pot do głów na­kła­dał, co? – za­py­tała, bio­rąc się pod boki.

– Daj żyć, Ma­ry­siu. – Dzia­du­nio zbył ją mach­nię­ciem fajki. – Tak jak­byś ty za dzie­ciaka nie słu­chała ta­kich opo­wie­ści.