Osada
Michał Śmielak — Literatura

– Tym się nie naje na­wet naj­chud­szy po­twór, masz ra­cję, więc żeby so­bie pod­jeść, Śmier­ciu­cha od­gry­zła jej też piersi, duże i białe. Mu­siały jej sma­ko­wać, bo wiele nie zo­sta­wiła, krwią na­chla­pała i ję­zo­rem po­sokę po brzu­chu roz­ma­zała. Ale prze­stała wyć.

– Zła­pali ją? – za­py­ta­łem w końcu, bo to mnie naj­bar­dziej cie­ka­wiło.

– Nie – za­prze­czył sta­now­czo dzia­dek. – Mi­chałku, nie zła­pano. Śla­dów zo­sta­wiła, ko­pyta wiel­kie miała i szpony przy ła­pach jak noże, po­szli po tych śla­dach z wi­dłami, ale w le­sie gi­nęły, a tam już bali się iść, zresztą dni krót­kie, a śniegi straszne były, nie do cha­dza­nia po le­sie taka po­goda, oj nie.

– Ale wyć prze­stała? – do­py­ty­wał Pie­truś.

– Naja­dła się i prze­stała – oznaj­mił dzia­dek. – Tyle że nie mi­nął ty­dzień, jak znowu wy­cie spa­dło na wieś.

– Ojej – jęk­nęła Es­terka.

– Za­biła znowu? – drą­żył nie­stru­dze­nie Pie­truś.

W izbie za­le­gła ci­sza jak ma­kiem za­siał i chciało się krzyk­nąć albo cho­ciaż wes­tchnąć, żeby tak ci­cho nie było, ale wy­rę­czył nas ogień, który w ko­mi­nie trza­snął mocno na ży­wicz­nym po­la­nie i wy­rwał dziadka z za­my­śle­nia.