Osada
Michał Śmielak — Literatura

– I do dziś mi się te wszyst­kie po­twory śnią – od­parła nie­zra­żona. – O czym było dzi­siaj, co? Wą­pie­rze? Strzy­go­nie? Be­boki?

– Dzia­du­nio o Ma­rze opo­wia­dał – od­par­łem szybko, wi­dząc, jak Es­terka i Ju­leczka głę­biej cho­wają się pod pie­rzyną, jak to dzieci, czu­jąc, że to one naj­moc­niej za­wi­niły. – O tej, co tak wyje po nocy.

– Wilki pod­cho­dzą pod wio­skę i wyją, a nie żadne Mary czy Śmier­ciu­chy – od­parła ma­tula. – Zima ciężka, a mróz dziś ści­ska, jak dawno nie było.

– Świece przy­nio­słaś? – za­py­tał oj­ciec, chcąc zejść z nie­bez­piecz­nego te­matu, ale po­stą­pił nie­opatrz­nie, bo uwaga ma­tuli sku­piła się na nim.

– A tyś jesz­cze głup­szy, że ojcu na to po­zwa­lasz – za­ata­ko­wała ma­tula. – Nie ty z nimi w nocy bę­dziesz przy piecu le­żał, jak im się kosz­mary za­czną.

– Ale prądu znowu nie ma, ra­dia nie szło po­słu­chać – wy­ja­śni­łem, sta­jąc w obro­nie ojca. – Do Ko­wa­lów by­śmy po­szli w te­le­wi­zor po­pa­trzeć, ale jak prądu nie ma, no to jak. A dziś do­bra­nocka, a wcze­śniej le­ciała Stawka.