– I do dziś mi się te wszystkie potwory śnią – odparła niezrażona. – O czym było dzisiaj, co? Wąpierze? Strzygonie? Beboki?
– Dziadunio o Marze opowiadał – odparłem szybko, widząc, jak Esterka i Juleczka głębiej chowają się pod pierzyną, jak to dzieci, czując, że to one najmocniej zawiniły. – O tej, co tak wyje po nocy.
– Wilki podchodzą pod wioskę i wyją, a nie żadne Mary czy Śmierciuchy – odparła matula. – Zima ciężka, a mróz dziś ściska, jak dawno nie było.
– Świece przyniosłaś? – zapytał ojciec, chcąc zejść z niebezpiecznego tematu, ale postąpił nieopatrznie, bo uwaga matuli skupiła się na nim.
– A tyś jeszcze głupszy, że ojcu na to pozwalasz – zaatakowała matula. – Nie ty z nimi w nocy będziesz przy piecu leżał, jak im się koszmary zaczną.
– Ale prądu znowu nie ma, radia nie szło posłuchać – wyjaśniłem, stając w obronie ojca. – Do Kowalów byśmy poszli w telewizor popatrzeć, ale jak prądu nie ma, no to jak. A dziś dobranocka, a wcześniej leciała Stawka.