– I świece jej zanieś, bo kto wie, kiedy prąd będzie – dodała, wręczając mi mały pakunek. – Nafta nam się do lamp kończy, kto by pomyślał, że tak często tej zimy prądu nie będzie i lampy się przydadzą. Narobiliśmy świec, a Kapica ma się jutro wybrać do sklepu w mieście po naftę, może kupi parę flaszek.
Zabrałem pakunek od mamy, ubrałem się ciepło, bo mimo że dom babci był obok naszego i mógłbym szybko przelecieć, to później byliśmy umówieni z Andrzejem i Krzyśkiem w stodole tego ostatniego, żeby omówić nasze własne przygotowania do świąt.
***
Babcia pokiwała smętnie głową, potwierdzając, że wszystko, o czym opowiadał dziadek, było prawdą. Musiałem zapytać, wyjścia nie było, a tylko ona mogła wiedzieć to samo.
– I całą zimę ta Mara szalała po wsi? – zapytałem, nie dowierzając.
– Mówią, że całą – odpowiedziała babcia, obierając uważnie małym nożem jabłko, jak zawsze walcząc o prymat w robieniu najdłuższej obierki na świecie.
– I dużo dziewczyn zabrała?