Osada
Michał Śmielak — Literatura

– Róż­nie mó­wili, ale że jak już za­cznie, to do­póki mróz nie ze­lży, bę­dzie za­bie­rać. Mój dzia­dek opo­wia­dał, że wtedy sporo gro­bów trzeba było wio­sną ko­pać. Zimą nie dało rady, bo ta­kie tę­gie mrozy na­de­szły, że w zie­mię nie szło na­wet szpilki wbić. Trzy­mali ciała w sto­dole po­za­wi­jane w ca­łuny aż do wio­sny.

– I nie zła­pali Mary?

– A jak de­mona zła­pać? – za­py­tała bab­cia, kro­jąc jabłko na cząstki i po­da­jąc mi na ta­le­rzyku. – Przy­je­chał po­ste­run­kowy, w pa­pie­rach po­noć coś na­pi­sał i tyle go wi­dzieli.

– Dziwne to wszystko – stwier­dzi­łem. – Że tak coś przy­łazi i za­bija, a lu­dzie nic.

– Był po­tem ksiądz we­zwany – od­parła bab­cia. – Mo­dlił się i świę­cił zie­mię.

– I po­mo­gło?

– Wyć prze­stało i lu­dzie gi­nąć prze­stali, ni­gdy już Mara nie wró­ciła. Mało to ma wio­sek, gdzie zie­mia nie­po­świę­cona? A może co miała ze­żreć, to ze­żarła, i już? Kto wie? Chyba tylko je­den Pan Bóg. No, nie mówmy już, nie wy­wo­łuj wilka z lasu.